Odcenzurujcie mi Polskę!

Victoria – mógł wczoraj wykrzyknąć dumnie Ludwik Dorn po tym jak Sejm zdecydowanie odrzucił dwa wnioski o uchylenie immunitetu politykowi PiS i tym samym uchronił go przed obowiązkiem włóczenia się po sądach. Ma więc powód do zadowolenia.

I ja również po tych głosowaniach mogę wydać pomruk zadowolenia. Wolność wypowiedzi, jedna z fundamentalnych zasad demokracji, została zachowana. Pomruk jednak chwilowy, szybko przeradzający się w ryk niezadowolenia, by po chwili ustąpić miejsca martwej ciszy (mruczenie i ryczenie mogą być wzięte za bardzo niezdrowe objawy…). Konflikt dwóch sprzecznych wartości, wolności słowa oraz ochrony dóbr osobistych, zazębiając się doprowadziły do utworzenia w Polsce dziwnego systemu.

Oto w Konstytucji jak byk stoi, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa i mają wolność wypowiedzi, a jednak są równiejsi, jak pan Dorn, i mniej równi jak przeciętny Kowalski. Pan Dorn dzięki łasce parlamentarzystów uniknął pozwów za swoje wypowiedzi, zwykły obywatel naszego kraju, nie mający parasola ochronnego, takich przywilejów nie ma i po wyrażeniu swej opinii na drażliwy temat do sądów stawiać się musi. Dorn po głosowaniach stwierdził, że takimi pozwami można zniszczyć posła, gdyż nawet po orzeczeniu niewinności gigantyczne honoraria krwiożerczych adwokatów doprowadzają parlamentarzystów do bankructwa. „Odwaga polityczna, odwagą polityczną, ale żonę i dzieci trzeba z czegoś utrzymać” – podsumowuje poseł. Pomijam już jakość „mężów stanu”, którzy odwagę mierzą własnymi pensjami, natomiast chciałbym zwrócić uwagę na dwie sprawy.

Po pierwsze jaki sens ma publiczne ściganie zniesławienia? Pokrzywdzony w wyniku pomówienia, fałszywego oskarżenia jest osobą prywatną, zwykle mającą zdolność do czynności prawnych i ma prawo zgłaszać roszczenia w sądzie na drodze cywilnej. Nie widzę żadnego interesu publicznego w urzędowym ściganiu zniesławienia. Skazanie na jakieś horrendalne w stosunku do przewinienia sumy osoby która publicznie minęła się z prawdą nie służy w żaden, choćby nie wiem pod jakim kątem to analizować, sposób dobru społecznemu. Wręcz przeciwnie przyczynia się do cenzurowania debaty publicznej, ograniczenia wolności wypowiedzi i marnowaniu publicznych pieniędzy na pensje prokuratorów zajmujących się takimi błahostkami, zamiast czymś pożytecznym np. wsadzaniem przestępców za kratki. Taki paragraf nie istnieje w żadnym sensownie ułożonym systemie prawnym.

Kolejną drażniącą mnie sprawą jest formuła rozpraw o naruszenie dóbr osobistych. Jak w każdych pozwach cywilnych, to pozwany musi udowodnić, że owych abstrakcyjnych dóbr osobistych nie tknął nawet małym paluszkiem. Przeciwieństwo domniemania niewinności obowiązujące w sprawach cywilnych w niektórych wypadkach ma sens, ale akurat jeśli chodzi o słowne naruszenie dóbr osobistych to sprawa wydaje lekko zalatywać swądem ograniczania wolności słowa i prawnie sankcjonowanej możliwości zagłuszania maluczkich mówiących o swoich bolączkach bogatych, mogących wykosztować się na gwiazdy palestry. Nie w tym tkwi istota demokracji, nie w tym. W mojej skromnej opinii to na powodzie powinien tkwić obowiązek uargumentowania jak słowa pozwanego zaszkodziły jego realnym dobrom osobistym. Powtórzę jeszcze raz: realnym.

Inną kwestią są też wspomniane honoraria adwokackie tak gryzące się z odwagą pana Dorna. Wysokie wynagrodzenia adwokatów sprawiają, że samo wniesienie pozwu, nawet mającego lichą podstawę prawną, może stanowić barierę przed publicznym wypowiadaniem się. Jak obniżyć te wynagrodzenia? Poza ekstremaliami typu wymuszenie na powodzie refundacji kosztów wynajęcia adwokata po przegranym procesie jedyną sensownym rozwiązaniem jest maksymalne uproszczenie i przyspieszenie spraw o słowne naruszanie dóbr osobistych.

Po takich zmianach mogłoby nastąpić zrównanie wszystkich obywateli poprzez zniesienie części immunitetu poselskiego. Aresztowanie czy pozbawienie mienia dalej wymagałoby zgody Sejmu, pozwanie posła do sądu po jednym ze słownych bombardowań – już nie. Argument, że immunitet chroni przed represjami politycznymi to przecież kpiny w żywe oczy: jak jakaś siła polityczna zdobędzie taką władzę, by ścigać swoich przeciwników prokuratorami to nie będzie miała problemu z zebraniem 231 posłów, by niewygodną personę dopaść.

Prawda?

Explore posts in the same categories: Polska, Prawo, Światopogląd

Tags: , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Comment: